4 zasady przechowywania drewna, gdy sezon się skończył

Z Mazovia

Powierzchnie, które latem były narażone na słońce i deszcz, wymagają odświeżenia warstwy ochronnej. Usuń luźne fragmenty starej powłoki szczotką lub skrobakiem, przetrzyj rozpuszczalnikiem zgodnym z poprzednim wykończeniem i dopiero wtedy nałóż nową warstwę. Olej stosuj cienko, w dwóch–trzech warstwach, każdą przecierając po kilkunastu minutach. Lakier nakładaj pędzlem lub natryskiem w temperaturze powyżej 10 stopni Celsjusza i przy wilgotności powietrza poniżej 70 procent. Zbyt gruba warstwa schnie nierówno i pęka przy pierwszym mrozie.

Morsowanie na własnej działce ma jedną zasadniczą przewagę nad jeziorem czy rzeką: warunki ustalasz sam. Nie musisz się martwić, że lód jest za cienki, że ktoś nie zdąży dojechać albo że po kąpieli nie ma gdzie się przebrać. Wystarczy wanna lub większy zbiornik, woda i konsekwencja. Reszta to organizacja, którą da się poukładać w jeden weekend.

Zadbaj o higienę zbiornika. Raz w tygodniu umyj wnętrze łagodnym detergentem i wypłucz dokładnie, bo resztki środka drażnią skórę. Nie używaj chloru w dużych stężeniach — plastik go wchłania i potem trudno się go pozbyć. Pokrywa z kołnierzem chroni wodę przed liśćmi i owadami, ale nie zwalnia z wymiany. Zimą zabezpiecz zawór spustowy przed zamarznięciem, bo pęknięty element potrafi rozszczelnić całą konstrukcję. Jeśli beczka stoi na zewnątrz przez cały rok, sprawdź, czy producent przewidział pracę w ujemnych temperaturach — wiele modeli letnich kruszeje przy mrozie.

Zadbaj o bezpieczeństwo, którego w ogrodzie nikt nie pilnuje. Morsuj tylko wtedy, gdy ktoś dorosły jest w pobliżu i wie, co robić, jeśli stracisz przytomność. Nie wchodź do wody sam, nawet na dwie sekundy. Jeśli masz problemy z sercem, ciśnieniem lub cukrzycą, skonsultuj to z lekarzem, zanim w ogóle zaczniesz. Morsowanie w ogrodzie ma sens tylko wtedy, gdy robisz to regularnie i z głową — inaczej to jednorazowy wybryk, po którym zostaje tylko zmarznięty trawnik i zbiornik do sprzedania.

Nie zapomnij o metalowych okuć, śrubach i zamkach. To one rdzewieją pierwsze i zostawiają trwałe plamy na drewnie. Przetrzyj je olejem maszynowym lub cienką warstwą smaru, a luźne elementy dokręć przed odstawieniem. Jeśli przechowujesz narzędzia z drewnianymi trzonkami, nie stawiaj ich pionowo na betonie — trzonek chłonie wilgoć od dołu. Połóż je poziomo lub zawieś na wieszaku, wcześniej przetrzyj drewno olejem lnianym i pozostaw do wchłonięcia na kilka godzin.

Morsowanie w ogrodzie brzmi jak fanaberia, ale da się je zrobić bezpiecznie i tanio, jeśli unikniesz podstawowego błędu: improwizacji przy pierwszym zanurzeniu. Zanim wlejesz wodę do czegokolwiek, zaplanuj, skąd weźmiesz prąd do pompy filtrującej i jak odprowadzisz wodę. Wanna wkopana w ziemię bez obiegu wody po dwóch dniach zacznie fermentować, a zapach zniechęci cię szybciej niż zimno.

Jeśli po 40–50 minutach czujesz zimno, a nie jesteś w stanie się rozgrzać ruchem, wyjdź. 93 minuty to nie cel do zaliczenia, ale granica, której lepiej nie przekraczać bez asysty i w wodzie o znanej temperaturze. Lepiej zrobić krótszy, spokojny start i wrócić następnego dnia, niż przetrwać na siłę i skończyć z wychłodzeniem.

Drugi raz zaplanuj nie wcześniej niż po dwóch, trzech dniach. Organizm potrzebuje czasu, żeby przestać traktować zimno jako zagrożenie. Jeśli po pierwszej próbie pojawia się ból głowy, kołatanie serca albo utrzymujące się przez godzinę dreszcze, następne wejście skróć o połowę i podnieś temperaturę wody o kilka stopni. Nie chodzi o to, żeby wytrzymać jak najwięcej – chodzi o to, żeby po wyjściu czuć się dobrze, a nie rozbitym.

Miejsce przechowywania ma większe znaczenie niż sam preparat. Nieowiewany, betonowy garaż to pułapka — beton oddaje wilgoć, a brak ruchu powietrza sprzyja pleśni. Lepiej sprawdzi się przewiewna szopa, strych albo zadaszona wiata z deskami ułożonymi poziomo na przekładkach co kilkanaście centymetrów. Nie stawiaj drewna bezpośrednio przy ścianie ani na gruncie. Plandeka może chronić od góry, ale nie owijaj nią całych elementów — zostaw szczelinę na przepływ powietrza, inaczej skropliny zrobią więcej szkody niż deszcz.

Drewno poza sezonem nie znika z horyzontu, tylko zmienia wymagania. Meble ogrodowe, deski tarasowe, rzeźby czy narzędzia z trzonkami z drewna potrzebują wtedy zupełnie innej opieki niż latem. Najczęstszy błąd to zostawienie ich pod plandeką „na wszelki wypadek" albo wrzucenie do nieogrzewanego garażu, gdzie wilgotność skacze razem z temperaturą. Efekt: pęknięcia, sinizna, odspojone warstwy ochronne i owady, które spokojnie przezimują w słojach.

Najpierw sprawdź wilgotność, potem planuj zabezpieczenie Zanim cokolwiek zabezpieczysz, zmierz wilgotność drewna wilgotnościomierzem igłowym. Dla mebli i elementów dekoracyjnych bezpieczny przedział to 8–12 procent. Jeśli odczyt przekracza 15 procent, nie nakładaj oleju ani lakieru — zamkniesz wilgoć w środku i doprowadzisz do łuszczenia powłoki. Takie drewno najpierw podsuszaj w przewiewnym, zadaszonym miejscu, ułożone na przekładkach, nie bezpośrednio na betonie. Deszcz nie zaszkodzi, jeśli woda spływa i drewno może oddychać, ale leżenie w kałuży po deszczu to już prosta droga do zgnilizny.